Ogień z nieba, ogień na parkiecie i mnóstwo emocji !!!
To był jeden z tych czerwcowych dni, kiedy określenie „upalny” jest zdecydowanie zbyt delikatne. ☀️ Tego dnia nie tylko na parkiecie był ogień. Z nieba również dostaliśmy go w pakiecie i to bez możliwości wyłączenia. Na dodatek Ola i Kamil zadbali o to, żeby temperatura emocji była równie wysoka.
Muszę przyznać, że ten ślub potraktowałem trochę bardziej osobiście niż zwykle. Olę i Kamila znam od lat i bardzo ich lubię, dlatego od początku wiedziałem, że tym razem fotografowanie może być dla mnie wyjątkowo emocjonujące.
Zawsze, kiedy fotografuję ślub osób, które są mi bliskie, gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: „Dobra, tylko się nie wzruszaj. Jesteś tutaj do pracy”. Tyle że ten dzień bardzo szybko pokazał mi, że teoria teorią, a emocje mają własny plan.
Pierwszy test przyszedł podczas first looku. Kamil czekał na Olę, a kiedy ją zobaczył, emocje zrobiły swoje. Pomyślałem wtedy: dobrze, mamy pierwsze wzruszenie, możemy przejść dalej.
Nie wiedziałem jeszcze, że to była dopiero rozgrzewka. 😅
Chwilę później przyszło błogosławieństwo. Szczere spojrzenia, uściski, słowa i sporo łez. Był to jeden z tych momentów, w których naprawdę czuć, że spotkała się najbliższa rodzina i że dzieje się coś bardzo ważnego. To była bardzo osobista i rodzinna chwila, dlatego zdecydowałem, że tych zdjęć nie będę publikował nigdzie. Niektóre momenty po prostu powinny zostać tylko dla tych, którzy byli wtedy razem z Olą i Kamilem.
A potem kościół i moment, który zdecydowanie zapamiętam na długo. Tata przekazujący Olę Kamilowi.
W tym momencie nawet największemu twardzielowi zakręciłaby się łezka w oku. Dopiero podczas sesji plenerowej dowiedziałem się, co tata Oli powiedział wtedy Kamilowi, przekazując mu swoją córkę. I powiem jedno: dobrze, że nie usłyszałem tego na ceremonii, bo prawdopodobnie zamiast fotografować to ocierałbym łzy razem z resztą. 😅
A kiedy już na ich palcach pojawiły się obrączki, na twarzach Oli i Kamila było widać coś, czego nie da się udawać. Ogromne szczęście, ulgę i radość. Uśmiechy od ucha do ucha i spojrzenia mówiące właściwie wszystko.
Naprawdę nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem tak szczęśliwą pannę młodą. 🤍
Później już była sama radość. Taniec, tort, śmiech i zabawa do białego rana. Goście praktycznie nie schodzili z parkietu. Dawno nie widziałem wesela, na którym przez tak długi czas parkiet był niemal cały czas pełny.
Ale muszę się Wam przyznać, że w tym reportażu mam jeszcze kilka swoich ulubionych zdjęć.
Jednym z nich jest właśnie moment z przygotowań, kiedy mama przytula Olę. Jest w tym uścisku tyle miłości, a do tego ten piękny uśmiech Oli... I chyba właśnie za takie chwile najbardziej kocham fotografię. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a na jednym zdjęciu można zobaczyć całą relację dwóch bliskich sobie osób.
Był więc ogień z nieba, był ogień na parkiecie, były łzy wzruszenia, były szerokie uśmiechy i była przede wszystkim ogromna radość.
Powyżej zostawiam większy fragment tego reportażu. Nie tylko najładniejsze kadry, ale przede wszystkim momenty, które pokazują, jak bardzo ten dzień był pełen emocji.
Jak się wzruszaliście. Jak wzruszali się Wasi najbliżsi. Jak rodzice, rodzeństwo i przyjaciele byli obok Was w jednym z najważniejszych dni Waszego życia.
Bo właśnie po to są te zdjęcia. Żeby za 10, 20 czy 30 lat móc wrócić do tego dnia i znów zobaczyć te same twarze, spojrzenia, uściski, łzy i uśmiechy.
Żebyście przez całe życie mieli pamiątkę nie tylko z Waszego ślubu, ale przede wszystkim z ludźmi, którzy byli wtedy najbliżej Was. 🤍